sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 4

/ALBUS/

Gdy wyszliśmy z sali po obiedzie na korytarzu czekał na nas James z kumplami. Wśród nich był Gary, Simon i Set. Niestety Set chodzi do jednej klasy z James i są najlepszymi kumplami. Kuzynami zresztą też. On się lepiej dogaduje z nim niż ze mną. Ale nie zależy mi na tym. Mam swoich kumpli, którzy są dla mnie jak bracia. Gdy chcieliśmy przejść zastawili nam drogę.
-Czego chcesz James?! - Warknąłem.
-A jak myślisz braciszku? Takich odmieńców jak ty trzeba tępić.
-Tępić to ja mogę takie gnidy jak ty. I ty śmiesz się zwać moim bratem? Jesteś żałosny.
-Mama nie byłaby zadowolona z tego co właśnie powiedziałeś.
-Nie byłaby też zadowolona z faktu że prowokujesz kłótnie i bójki.
-Nie moja wina że tak łatwo ulegasz emocją.
-Nie moja wina że mam tak cięty charakter. To pewnie po ojcu i dziadku, którego jesteś imiennikiem. A ty co po nich odziedziczyłeś? Niech pomyślę? Kolor włosów? Masz kolor oczu po dziadku. Coś więcej? Chyba nie.
-Zamknij się. - Syknął w moją stronę.
-Co prawda boli? Nie wiesz co odpowiedzieć więc mnie uciszasz? Tak jak zawsze. Przestań w końcu myśleć że to ty jesteś tym mądrzejszym w rodzinie, bo wszyscy dobrze wiedzą że nie jesteś. Tylko nikt tego nie mówi bo nie chce cię urazić. Ups. Chyba właśnie mi się to wymsknęło. - James z wściekłości zrobił się czerwony.
-I ty Set trzymasz z nim? Serio?
-Wybacz siostra. Ze śliskimi żmijami się nie trzymam. Nawet jeśli do nich należy moja siostra. Jestem Gryffonem. Jestem królem. Mnie się szanuję. A nie potępia.
-Co ty wygadujesz?! Co w ciebie wstąpiło?!
-Zawsze taki byłem. Od zawsze marzył mi się Gryffindor. Od zawsze chciałem być kimś znaczącym. I wiem że to mi się uda. Z pomocą Jamesa.
-I co może chcesz się znęcać nad innymi?!
-A czemu by nie? Może zaczniemy od was?
-Chcesz skrzywdzić własną siostrę?! Byłbyś do tego zdolny?! - Krzyknąłem.
-Tak. Ona jest dla mnie w tej chwili zwykłym śmieciem. Kolejnym śliskim gamoniem. Tak jak i ty. I reszta twoich pajacy.
-I po wszystkim mógłbyś tak spokojnie żyć. Z myślą że skrzywdziłeś własną siostrę?! Jak śmiesz tak myśleć?! Jak śmiesz zwać się jej bratem?! Ty parszywy draniu!
-Ooo proszę. Co raz bardziej nie miły. I znów ulegasz prowokacji braciszku. - Powiedział kpiąco James i zaśmiał się gorzko. Nim cokolwiek zdążyłem zrobić, zobaczyłem jak czerwony strumień przelatuje obok mnie i trafia Jamesa. A następny Seta. Dopiero po chwili dotarło do mnie że ktoś rzucił na nich Drętwotę. Odwróciłem się za siebie i ujrzałem Scorpa z wściekłą miną i wyciągniętą prawą ręką przed siebie w której ściskał różdżkę. Jego oczy choć na ogół mają jasną barwę w tej chwili były czarną plamą.
-Nikt. Nie będzie. Obrażał. Moich. Przyjaciół. - Powiedział powoli, starając się opanować głos i nerwy. Tak mi się wydaje. Ta dwójka leżała nieprzytomna na korytarzu.
-Zabierzcie ich stąd. A nam dajcie spokój ofermy. - Powiedział Markus.
-Idziemy! - Powiedział z wciąż wyczuwalną wściekłością w głosie Scorp i ruszył na schody. Nasza piątka od razu ruszyła za nim. A pozostali dwaj Gryfoni się w ogóle nie ruszyli.
-Nie musiałeś tego robić. - Powiedziałem gdy schodziliśmy do lochów.
-Zrobiłem to co uważałem za słuszne. Nikt niema prawa obrażać moich przyjaciół. Ani podnosić na nich ręki, czy różdżki.
-Dzięki Scorp.
-Niema sprawy.
-Trzymasz się jakoś? - Spytałem Naomi a wszyscy zatrzymaliśmy się w pół kroku i spojrzeliśmy na nią. Szła w ciszy za nami z mocno zaciśniętymi pięściami i ustami.
-Dlaczego on? Przecież ... Mówił że jestem dla niego najważniejsza i będzie mnie chronił choćby nie wiadomo co się działo. Dlaczego ... - Mówiła przyciszonym głosem, ale i tak wszyscy dokładnie słyszeliśmy co mówi.
-Pewnie James mu namieszał w głowie. Nie wiem co mu się stało. Nigdy się tak nie zachowywał. Nawet w wakacje.
-Nie przejmuj się nim. Masz nas. - Powiedział Scorp i położył dłoń na jej ramieniu. Ona spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno.
-Mam was. - Powiedziała i przytuliła się do niego. - Dziękuję.
Do kolacji siedzieliśmy w swoich dormitoriach. Ja z chłopakami. Prawie w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Nie wiem jak dziewczyny. Zamknęły się w swojej sypialni od razu jak tu weszliśmy tak samo jak my. Naomi nie chciała więcej z nikim rozmawiać. Wiem że płakała. Nawrzeszczała na dziewczyny i wyszła z dormitorium trzaskając drzwiami. Wyszedłem sprawdzić co się dzieje. Siedziała na kanapie z podwiniętymi nogami. Chciałem z nią pogadać, pocieszyć, ale powiedziała żebym zostawił ją w spokoju. Gdy jej nie posłuchałem nawrzeszczała na mnie i zaczęła rzucać wszystkim co wpadło jej w ręce poduszki, czyjeś książki, zeszyty, pióro i szklanka na szczęście pusta. Więc zostawiłem ją w spokoju. Gdy przyszedł czas na kolację była już w lepszej formie. Chociaż nie gwarantuje że jak spotkamy ich kolejny raz czy się znów nie załamię. W końcu pierwszy raz w życiu usłyszała coś takiego od nadopiekuńczego brata. Jak on tak mógł? Nie rozumiem tego.
Całe szczęście że stół nasz i Gryfonów dzieli stół Puchonów. Kolacje zjedliśmy w spokoju. Naomi nie miała zbytniego apetytu i zjadła tylko jedną kanapkę. Więc Lea szybko zjadła swój posiłek i razem z Clarisse udały się z nią do lochów. Tak więc dziewczyny salę opuściły po nie całych piętnastu minutach. My wyszliśmy jakieś dwadzieścia minut później.
-Albus! Scorpius! Ja was załatwię dranie!
-Masz jakiś problem James?! - Warknąłem.
-Tak! Jeden! I jesteś nim ty! - Zamachnął się i nim zdążyłem cokolwiek zrobić oberwałem w twarz z pięści. Nie marnowałem czasu i nie byłem mu długo dłużny. Oddałem mu dwa razy mocniej. Aż zachwiał się i wleciał na ścianę. Mocny to on jest w gębie. Ale jeśli chodzi o siłę fizyczną to znacznie go przewyższam. Dlatego zawsze łazi z kumplami by miał równe szanse. Scorp już chciał zareagować, ale Gary złapał go i wykręcił ręce do tyłu. Simon to samo zrobił z Markusem.
-To walka pomiędzy braćmi. Nie wtrącajcie się. - Powiedział ten pierwszy. Gdy cofałem się bardziej na środek korytarza by mieć więcej przestrzeni ten dupek Gary podłożył mi nogę i się przewróciłem. James od razu wykorzystał okazję i usiadł na mnie okrakiem i zaczął okładać.
-Ej! Co tu się na Merlina wyprawia?! - Wrzasnął opiekun Gryffindoru. - James?! Zejdź z tego biednego chłopaka! A wy też ich wypuśćcie! Nie dokuczajcie młodszym! Muszę was ukarać. Każdy z waszej trójki traci 10 punktów. I dodatkowo macie szlaban na tydzień. Teraz pójdziecie ze mną. A jeszcze raz zobaczę że komuś dokuczacie to będą gorsze konsekwencje.
-Tak  Profesorze Leroy. - Powiedzieli we trójkę i ruszyli za nauczycielem od Transmutacji.
-Jak ja go nienawidzę. - Mruknąłem i zacząłem schodzić w dół po schodach.
-Co ci się stało? - Spytały przerażone dziewczyny które siedziały na kanapie.
-Mój braciszek. - Syknąłem.
-Powinieneś pójść do skrzydła szpitalnego. - Powiedziała Lea.
-Nic mi nie jest.
-Masz rozcięty łuk brwiowy i wargę.
-Bywało gorzej. W domu często się bijemy. Nie tylko pięściami.
-Ale nadal uważam że powinieneś pójść. Chodź. - Lea pociągnęła mnie za rękę więc nie miałem wyboru. - Co się konkretniej stało? - Spytała gdy zaczęliśmy wchodzić po schodach. Opowiedziałem jej wszystko. Zdążyłem jej opowiedzieć nim doszliśmy do skrzydła szpitalnego. - Twój brat cię naprawdę nienawidzi.
-Wiem to.
-Ale czemu?
-Nie mam pojęcia. Może dlatego że bardziej przypominam ojca i babcie Lily i dziadka Jamesa. Że mam lepszy kontakt z rodzicami niż on. Że on jest najstarszy i jest pomijany. A ja pomimo tego że jestem tylko o rok młodszy a po mnie jest jeszcze trójka to właśnie naszej czwórce poświęcają najwięcej czasu. To James zawsze jest za wszystko odpowiedzialny i obwiniany. Bo jest najstarszy. Nie wiem nie mam pojęcia.
-A tobie co się stało chłopcze? - Spytała Pani Pomfrey przyglądając się mojej twarzy. - Chodź coś na to zaraz zaradzimy. Usiądź sobie ja zaraz wrócę. - Powiedziała i weszła do magazynku. Wróciła po chwili. - Proszę wypij to. Nie powinno być opuchlizny. A teraz się nie ruszaj. - Powiedziała i przykleiła mi plastry. - Za dwa, trzy dni się zagoi. Przyjdź jutro po śniadaniu do mnie jeszcze i później przed kolacją. - Powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. - A teraz zmykajcie do siebie.


Właśnie zaczęła się lekcja Zaklęć z Gryfonami. Ja ze Scorpem zajęliśmy miejsce w górnym rzędzie sali, ostatnie dwa wolne miejsca z brzegu, blisko do wyjścia. Nam to pasowało. Pozostała czwórka usiadła po drugiej stronie sali w pierwszym rzędzie, w dodatku blisko biurka Profesora Merlina Kochegena. Przez pół lekcji tłumaczył na czym będziemy się skupiać na zajęciach i takie tam. A drugie pół lekcji naśmiewaliśmy się z Gryfonów którzy nie potrafili ogarnąć prostego zaklęcia Wingardium Leviosa. My przez całą lekcję praktycznie gadaliśmy i naśmiewaliśmy się z innych. Niestety czwórka naszych przyjaciół również nie była zbytnio zainteresowana lekcją i chciała się po naśmiewać i po obgadywać innych, ale Profesor co chwila zwracał im uwagę. A my mieliśmy dodatkową atrakcję, patrzeć jak dostają ochrzan od nauczyciela który się trochę pluł. A oni starali się przed tym bronić.
-Jak tam darmowy prysznic? - Spytałem gdy wyszliśmy z sali.
-Weź nic nie mów. - Powiedział załamany Mark.
-Normalnie gorzej niżby stać na deszczu. - Wszyscy zaśmialiśmy się z wypowiedzi Clarisse.
-Przesadzasz Clar. Tak źle chyba być nie mogło?
-Uwierz mi Scorp. Mogło.
-Nieważne. Widzieliście te ofermy?
-Tak. Prostego zaklęcia nie ogarniąją. Szkoda słów. Ja podstawy mam opanowane od kilku lat. Wy pewnie też. Bo to widać z jaką łatwością nam przyszło to zadanie.
-Masz rację Mark. - Odpowiedziałem za wszystkich.
-Z Krukonami będzie ciekawiej na lekcji. Niema tam takich przygłupów jak w Gryffindorze. Chociaż sympatią to do nich też nie pałam. Wymądrzają się na każdym kroku. Pajace.
-Z tym się muszę z tobą zgodzić Scorp. Chociaż nie wszyscy Gryffoni są tacy sami. Rose i bliźniaki tacy nie są. Jorge i Set no nad nimi bym po spekulował. Ale James jest naprawdę nieznośny. Sami widzieliście wczoraj.
-Seta bym porównał z Jamesem. Ale nie wiem nie znam żadnego z nich. Ale i tak wszyscy Gryfoni są siebie warci. Nadęci, pyszni i ...
-Dobra bracie skończ. - Powiedziała Lea. Właśnie stanęliśmy przed klasą do OPCM i Profesor Gonez właśnie przyszła i otworzyła salę. Razem ze Scorpem zajęliśmy ostatnią ławkę pod oknem. Przed nami usiadły Lea i Naomi. A łąwke obok Markus z Clarisse.

&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&

Zaczyna się akcja. Co sądzicie?
Czytasz=Komentujesz

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 3

/ALBUS/

Dwugodzinna lekcja Transmutacji minęła dość szybko. A co najważniejsze Profesor Tedd Leroy jest miłym kolesiem. Na pierwszej lekcji tłumaczył wszystko. Czym się będziemy zajmować i tak dalej. Dopiero na drugiej godzinie przeprowadził lekcję. Dał wstęp jak działa zaklęcie i pod koniec każdy z nas miał chwilę by je przećwiczyć.
-Al! Naomi!
-Rose! - Krzyknęliśmy oboje do biegnącej w naszą stronę kuzynki.
-Co u was? Zadomowiliście się w Slytherinie?
-Tak. Nawet bardzo. - Powiedziała Naomi.
-To się cieszę. Szkoda że nie jesteśmy w tym samym domu. Ale mamy kilka wspólnych zajęć.
-Kto to? - Spytała Lea.
-To jest nasza kuzynka Rose. A to jest Lea, Clarisse, Scorpius i Markus.
-Cześć.
-Miło cię poznać.
-Hej.
-Cześć Rose.
-Cześć. - Rose spojrzała na nas dziwnym wzrokiem.
-Nie patrz tak. Myślałaś że co? Będziemy sami ze sobą się tu trzymać? Ja z chłopakami dziele to samo dormitorium, a dziewczyny w trójką również.
-Trzy osobowe dormitorium?
-Tak. Prywatne. Zapomniałem że w Gryffindorze niema prywatnych dormitoriów. Chłopaki przecież opowiadali, A u nas w Slytherinie są.
-Fajnie macie.
-Pierwszoroczni ustawić się! - Zawołała Profesor Rolanda Hooch. Wszyscy szybko ustawili się w dwa szeregi koło mioteł leżących na ziemi. - Dzień dobry uczniowie! - Zawołała przechodząc pomiędzy dwoma rzędami uczniów.
-Dzień dobry pani Profesor! - Wszyscy chórem odpowiedzieli.
-Witam na pierwszej lekcji latania. Dziś nauczymy się dosiadać miotły. Stańcie po lewej stronie miotły. Wyciągnijcie rękę do przodu i powiedzcie "Do mnie"
-Do mnie. - Rozległ się krzyk wszystkich uczniów. Miotła od razu wpadła w moją dłoń. Tak samo Naomi, Scopiusowi, Lei, Markusowi, Rose i jeszcze paru innym uczniom. Po jakimś czasie gdy już wszyscy mieliśmy miotły w dłoniach Profesor Hooch zaczęła dalszą lekcję. Nielicznym którzy już wcześniej latali szło świetnie. Ale spora liczba osób miała kłopoty. Ale Profesor była wyrozumiała i cierpliwa.
-Dobrze uczniowie dziękuję. Koniec lekcji. - Lekcja została zakończona a my zeszliśmy z błoni i weszliśmy do zamku, a następnie wszyscy Ślizgoni zeszli do lochów i weszliśmy do naszego salonu wspólnego.  Wszyscy rozeszli się po Salonie, niektórzy udali się do swoich dormitoriów. Byliśmy jedynymi osobami, bo starsi jeszcze mają lekcję. A co jest jeszcze fajne w Slytherinie, to to że mamy tablicę do której są poprzypinane plany lekcji dla wszystkich siedmiu klas. Stąd wiem że za godzinę dopiero kończą starsi. Więc spotkamy się z nimi dopiero na obiedzie i przez godzinę mamy cały pokój tylko dla siebie. Usiadłem na fotelu koło kominka, Scorpius zajął fotel obok mnie, a pozostała czwórka zajęła kanapę, która jest ustawiona naprzeciw kominka.
-Jak na pierwszy dzień szkoły. To było dobrze. - Stwierdził Scorp.
-Nawet znośnie.
-Ciekawe Markus co powiesz po kilku dniach szkoły. Na pewno twoje zdanie się zmieni. Jutro mamy godzinę z Gryfonami. - Powiedziała Lea.
-I jedną z Krukonami. - Dodała Clarisse.
-A w poniedziałek cztery godziny pod rząd z Gryfonami. - Dopowiedziała Lea. - Z resztą nie ważne. Lepiej się zastanówmy co będziemy robić w wolnym czasie. Na przykład teraz. Mamy czterdzieści minut do obiadu.
-Wytrzymam.
-Teraz tak mówisz Mark. A co będzie za jakiś czas?
-Daj spokój Lea.
-Dobra. Tylko potem nie narzekaj.
-Możemy zmienić temat?
-Świetny pomysł Scorpie. - Powiedziała Naomi.
-Dobra. Ktoś wie kiedy są nabory do drużyny quidditcha?
-Dziewiętnastego w poniedziałek o szesnastej. Na kogo chcesz startować? - Spytał Scorp.
-Szukającego lub ścigającego. A ty?
-Tak samo.
-Zobaczymy kto będzie lepszy.
-Zobaczymy. - Uśmiechnął się. - Ale mi bardziej zależy na ścigającym. Ktoś jeszcze idzie?
-Ja! - Lea i Naomi spojrzały na siebie i zaśmiały.
-Mi zależy na ścigającej.
-A mi na byciu pałkarzem. - Powiedziała Lea.
-Zbyt dużo siódmioklasistów mieli w drużynie i teraz potrzebują nowych. Wcale bym się nie zdziwił gdyby starszych wzięli do drużyny a nie pierwszaków.
-Też jest taka możliwość Al. - Powiedział Scorp. - Ale warto spróbować.
-No pewnie. Zawsze warto. - Odpowiedziałem. - A wy nie chcecie?
-Nie. Mnie zbytnio nie ciągnie do quuditcha i do latania. Będę wam kibicowała z trybun.
-A ja wole oglądać mecze i kibicować niż grać. I patrzeć jak wszyscy grają.
-Ty jak nic w przyszłości zajmiesz miejsce Rity Skeeter. - Powiedziała Lea.
-I co w tym złego?
-Nic. - Powiedzieliśmy wszyscy i zaczęliśmy się śmiać.
Niema co. Trafiłem na super ludzi. Nie wyobrażałem sobie takich początków w Hogwarcie. A tu proszę. Te siedem lat będzie wspaniałe jeśli u boku będę miał tę piątkę. Wiem to już teraz. Pomimo tego że dopiero zacząłem pierwszy rok tutaj. I w dodatku nawet jeszcze jeden spędzony dzień tu nie minął.
-Wybraliście już zajęcia dodatkowe? - Spytała Clarisse gdy już wszyscy się uspokoiliśmy. - Do następnego piątku musimy podać Slughornowi w pierwszej klasie jest minimum jedno zajęcie dodatkowe. Maksimum są pięć.
-Wiemy Clarisse. Jeszcze nie myślałem o tym. - Powiedział Scorp.
-Ja chyba wezmę Astronomię. Może być ciekawie.
-Masz rację Al. Zajęcia prowadzone o północy w każdą środę. Nie zabiera czasu wolnego z dnia. - Przyznał mi Scorp.
-Ja pójdę na Numerologię.
-Pójdę z Tobą Lea. - Powiedziała Naomi.
-A ja się zapiszę na Mugoloznastwo.
-Nie wystarczy ci jedna godzina którą mamy Markus? - Spytał znudzony Scorp.
-Nie Malfoy nie wystarczy. Wiesz dobrze że od zawsze się interesowałem Mugolami. Chociaż i tak stwierdzam że są dziwni.
-Moi dziadkowie to mugole. - Powiedziała cicho Naomi.
-Lepiej nie mów o tym, skoro jesteś w Slytherinie. Większość z nas ich nienawidzi. Trzymasz z nami więc ubliżać ci nie będziemy ani wyzywać. I wszystko co usłyszysz z naszych ust na ich temat, nie miej do nas pretensji. - Powiedziała Lea
-Spoko.
-Serio? - Spytał Markus.
-Co serio?
-Twoi dziadkowie ...
-Tak.
-Musisz mi opowiedzieć o nich. I koniecznie musisz mnie z nimi poznać. - Wszyscy znów wesoło się zaśmialiśmy z Markusa.
-Wiecie mnie mugole nie interesują. Ale chyba zapiszę się razem z tobą. Bo do run, wróżb i numerów mnie nie ciągnie. A o północy już będę spać więc Astronomia też odpada. - Powiedziała Clarisse.
-Widzę że sami ambitni są wśród nas. Stawiamy na minimum. - Powiedziałem z uśmiechem.
-A jak. - Powiedział wesoło Mark.
-Która godzina? - Spytałem
-Dochodzi czternasta.
-Myślałem że jest później.
-Wiesz w dobrym towarzystwie czas leci wolniej. - Powiedziała Lea i uśmiechnęła się do mnie.
-Zdecydowanie. - Odparłem.
O czternastej dwadzieścia pięć wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się na wielką salę na obiad.

&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 2

/ALBUS/

Obudziłem się o 7. Wstałem szybko z łóżka.
-Scorpius! Markus! Wstawajcie! - Krzyknąłem i zabrawszy swoje szaty poszedłem do łazienki. Wykonałem poranne czynności, ubrałem się i wyszedłem. Po mnie do łazienki od razu wparował Scorp. - A jemu co? - Spytałem Markusa poprawiając krawat.
-Prawie się zsikał. - Powiedział ze śmiechem.
-Aha.
-Dobra możemy iść. - Powiedział Scorp wychodząc z łazienki. Był już całkowicie ubrany. Razem ruszyliśmy do wielkiej sali. Dziewczyny już siedziały przy stole. My zajęliśmy miejsca naprzeciw nim, także mieliśmy idealny widok na całą salę, gdyż nasz stół znajdował się pod ścianą, a my usiedliśmy plecami do niej.
-Cześć dziewczyny. - Powiedziałem.
-Cześć wam. - Powiedziała Lea.
-Cześć chłopaki. - Powiedziała Naomi.
-Cześć, cześć. - Powiedział Scorp.
-Cześć wszystkim. - Powiedział Mark.
-Cześć. - Dziewczyny powiedziały chórkiem.
Zaczęliśmy jeść śniadanie. Po dziesięciu minutach do sali zaczęły wlatywać sowy.
-O list od rodziców. - Powiedziałem gdy usiadła przy mnie Merisa. Biała sowa ojca. Otworzyłem list i zaczął czytać w myślach.

"Witaj Kochanie!
Tak się z tatą cieszymy że dostałeś się do Slytherinu. To jest również bardzo dobry dom. Pasujesz tam. Jesteśmy dumni z ciebie. Mam nadzieję że brat nie będzie ci dokuczał z tego powodu. Błagam tylko nie kłóćcie się w szkole. Zdobyłeś jakiś kolegów? Słyszeliśmy od Hermiony że Naomi też trafiła do Slytherinu. Opiekuj się nią.
Kachamy cię mama i tata."
Mimowolnie uśmiechnąłem się.
-A tobie co?
-Nie są źli. Są dumni. I powiedzieli że mam się tobą opiekować. - Pokazałem jej język.
-A moja mama powiedziała że ja mam się tobą opiekować. I też jest dumna. Mówi że nie wszyscy muszą być tacy sami.
-I dobrze mówi. - Odpowiedziałem.
-Pierwszoroczniaki tutaj proszę wasze plany lekcji. - Powiedział Profesor Slughorn, opiekun naszego domu. Podszedł i każdemu wręczył plan. - Teraz drugoklasiści. - Poszedł dalej rozdawać plany zajęć na ten rok.

Poniedziałek
8:30 - 10:30 Eliksiry -- z Gryfonami
10:40 - 11:40 Latanie -- ze wszystkimi
11:45 - 12:45 Transmutacja -- z Gryfonami
12:50 - 13:50 Obrona Przed Czarną Magią -- z Krukonami

Wtorek
9:35 - 11:35 Zaklęcia -- z Puchonami
11:40 - 12:40 Historia Magii -- z Krukonami
12:45 - 13:45 Mugoloznastwo -- z Gryfonami

Środa
8:30 - 9:30 Transmutacja -- z Krukonami
9:35 - 10:35 Zaklęcia -- z Gryfonami
10:40 - 12:40 Eliksiry -- z Puchonami

Czwartek
10:35 - 12:35 Obrona Przed Czarną Magią -- z Puchonami
12:40 - 14:40 Historia Magii -- z Gryfonami

Piątek
9:35 - 11:35 Transmutacja -- z Puchonami
11:40 - 13:40 Latanie -- ze wszystkimi

Sobota
10:35 - 11:35 Zaklęcia -- z Gryfonami
11:40 - 12:40 Obrona Przed Czarną Magią - z Krukonami

-Plan lekcji przedstawia się ciekawie jak na początek.
-No jak na pierwszoroczniaków to mamy super plan. - Potwierdził moje słowa Scorpius. - I niedziela wolna.
-Nawet plan jest super ułożony. Dzisiaj mamy tylko Transmutacje i Latanie. - Powiedziała Naomi.
-Zaczynamy za ponad godzinę, chodźcie do salonu. - Wszyscy przystaliśmy na propozycję Lei, gdyż śniadanie mieliśmy już zjedzone. Wstaliśmy od stołu i już po chwili byliśmy po za wielką salą
-Siostra! - Krzyknęli bliźniaki.
-Leo! Hugo! Cześć.
-Cześć siostra. - Zawsze się zastanawiam jak to jest że oni często mówią to samo w tym samym czasie? Magia bliźniaków normalnie. Zaczyna mnie przerażać że Finnick i Jade również na razie rzadko im się to zdarza, ale nie zdziwię się gdy jak pójdą do szkoły będą jak swoi bracia.
-Co tam siostra?
-Trzymasz się?
-Ciekawe czemu Tiara nie przydzieliła ciebie do Gryffindoru jak nas.
-I Seta.
-I Seta.
-Tak samo Al ciekawe czemu ty trafiłeś do Slytherinu.
-Nie mamy pojęcia Leo. - Powiedziałem.
-A u mnie wszystko w porządku. Jak widzisz mam przy sobie Albusa. I poznaliśmy parę osób. Więc jest dobrze.
-To się cieszymy. - I znów mówią razem.
-Wytłumaczcie mi coś. Jak to jest że wy prawie zawsze mówicie równocześnie to samo?
-Nie mam pojęcia Al. - Znowu razem. Pokręciłem tylko głową na ich odpowiedź.
-Tak to trochę denerwujące. Ale da się przyzwyczaić. W wakacje mam tak na co dzień.
-Teraz chociaż od czasu do czasu będziesz ich widywać w ciągu roku szkolnego.
-Na to wygląda.
-Dobra siostra. Powodzenia pierwszego dnia w szkole. - Znów gadają razem.
-A jakie macie dziś lekcję?
-Dwie godziny transmutacji i dwie godziny latania. Zaczynamy za jakąś godzinę dopiero.
-A to fajnie. My za pięć minut. Więc cześć.
-Trzymajcie się. - Powiedział Leo.
-Miej oko na naszą siostrę.
-Zawsze i wszędzie Hugo. Przecież wiecie że jest dla mnie jak siostra.
-Wiemy. - Powiedzieli i odbiegli.
-Albus! No tu się mój brat podział! Między Ślizgonami. Oczywiście bo gdzie indziej mógłbyś trafić. - Zaśmiał się gorzko. - Wiesz cieszę się że Tiara nie przydzieliła cię do Gryffindoru. Byś tylko nas ośmieszył. Szkoda że Naomi trafiła też do Ślizgonów. Przydałby się ktoś taki jak ty w naszym domu. - Zwrócił się do niej.
-Weź się odczep James. Wiesz co ci powiem? Cieszę się że nie będę zmuszony oglądać codziennie twojej gęby. Dzieli nas inny dom. Oraz inny rocznik. Mam tu przyjaciół. Ciebie nie potrzebuję.
-Wohoho jaki nie miły dla brata. Może powinienem obić mu tę twarzyczkę James?
-Nie musisz Gary. Szkoda na niego czasu. - No i nie wytrzymałem. Przepraszam mamo. Zamachnął się i przywaliłem bratu z całej siły z pięści w policzek. Po chwili zaczęła się szarpanina. Gdyby nie Slughorn który właśnie wyszedł z wielkiej sali to nie wiem jakby się to skończyło.
-Hej chłopcy! Co tu się dzieje?! James znowu zaczynasz bójki?
-To nie ja profesorze ...
-Weź nie kłam James! Nigdy nie lubiłeś Al'a pomimo tego że to twój brat! Zawsze się od niego wywyższasz i dokuczasz mu! A teraz chcesz jeszcze zwalić na niego winę! On się tylko bronił przed tobą!
-Gryffindor traci 10 punktów. Już z samego początku są z tobą problemy James. - Chłopak prychnął i razem z Garym i jeszcze jednym kolegą odszedł. - Co za chłopak. A więc to ty jesteś Albus Potter. Młodszy brat Jamesa. Syn Harry'ego.
-Tak.
-Uczyłem go. Zdolny chłopak. Niestety James nie jest do niego podobny. Zobaczymy jak ty będziesz sobie radził z eliksirami. Widzimy się w poniedziałek na lekcji. Jesteś taki podobny do ojca i dziadka, ale nie z oczu. Oczy masz ...
-Po babci i ojcu. Wiem.
-Tak Albus. Chociaż z fryzury to nie jesteś podobny do żadnego z rodziców, czy dziadków. Widocznie to wina genów. Ale wiesz co? Pasuje ci ten jasny brąz, lepiej niż czarne włosy jakie ma twój ojciec. Teraz wybaczcie spieszę się na zajęcia. - Powiedział i odszedł.
-Nie musisz iść do pielęgniarki?
-Nie Lea. Jest dobrze. To nic takiego. W domu często dochodzi między nami do bójek. - Powiedziałem i ruszyliśmy do lochów. Usiadłem na kanapie w salonie i zabrałem za odpisanie rodzicom.

"Cześć mamo, cześć tato!
Cieszę się że nie jesteście źli. To nie moja wina, że Tiara przydzieliła mnie tu. Ale cieszę się z tego powodu. W Slytherinie przywitali mnie ciepło, pomimo tego że jest mówione że wieje od nich chłodem. Sam wystrój naszego salonu również jest w jakiś dziwny sposób ciepły, po mimo tego że panują tam kolory: czarny, srebrny, zielony, biały, brązowy i trochę złotego. Na samym początku jak Tiara powiedziała że moim domem ma być Slytherin to się lekko wystraszyłem. Ale reakcja Ślizgonów na mój przydział do nich mnie uspokoiła. Później Naomi została przydzielona i ucieszyłem się że nie będę sam. Oczywiście będę się nią opiekował. Przy kolacji poznałem dwóch kolegów, Scorpiusa i Markusa. Zaproponowali mi żebym zajął trzecie wolne miejsce w ich prywatnym dormitorium. Zgodziłem się. Więc nie macie się co martwić. Mam dwóch dobrych kolegów. A chyba mogę powiedzieć teraz albo w niedalekiej przyszłości że są moimi przyjaciółmi. W końcu od tego się zaczyna tak? Poznaliśmy również dwie dziewczyny Leę siostrę Scorpa i Clarisse. Lea zaproponowała Naomi by ta zajęła z nią prywatne dormitorium i razem na trzecią współlokatorkę wybrały Clarisse. Zamierzamy trzymać się w szóstkę. Mam nadzieję że Rose tylko nie będzie czuła się samotnie. Jako jedyna z naszej trójki została przydzielona do Gryffindoru. Oczywiście jest tam cała nasza rodzina. Ale wiecie o co mi chodzi. Mamy super plan lekcji. W poniedziałek od 8:30 do 13:50 dwie godziny Eliksirów z Gryfonami, Latanie ze wszystkimi, Transmutacja z Gryfonami i OPCM z Krukonami. We wtorek od 9:35 do 13:45 dwie godziny Zaklęć z Puchonami, Historia Magii z Krukonami, Mugoloznastwo z Gryfonami. W środę od 8:30 do 12:40 Transmutacja z Krukonami, Zaklęcia z Gryfonami, dwie godziny Eliksirów z Puchonami. W czwartek od 10:35 do 14:40 dwie godziny OPCM z Puchonami i dwie godziny Historii Magii z Gryfonami. W piątek od 9:35 do 13:40 dwie godziny Transmutacji z Puchonami i dwie godziny Latania ze wszystkimi. W sobotę od 10:35 do 12:40 Zaklęcia z Gryffonami i OPCM z Krukonami. Niedziela wolna. Plan mi się podoba. I ogółem przepłynięcie przez jezioro z Hagridem było super! Zamek wyglądał cudownie. Mieliście rację mówiąc że zamek wygląda pięknie jak pierwszy raz się go zobaczy. Chciałbym obiecać że nie będę się bić z Jamesem. Ale to on zawsze zaczyna. I dzisiaj, właśnie przed chwilą gdy wyszedłem po śniadaniu z wielkiej sali z przyjaciółmi zaczepił mnie i ... No wiecie. Pobiliśmy się. Ale Slughorn nas rozdzielił. Bo gdyby nie on to byłoby gorzej. Będę się starał za dwa tygodnie dostać do drużyna Quiddicha Slytherinu. Myślicie że się dostanę? Tato byłeś szukającym już na pierwszym roku. Mamo a ty ścigającą na czwartym roku w rezerwie, a na piątym, szóstym i siódmym w głównym składzie. Będę się starał ze wszystkich sił. W końcu po coś uczyliście mnie latać na miotle.
Kocham was, Albus"

Złożyłem list i wsadziłem w kopertę.
-Naomi mogę pożyczyć twoją sowę?
-Jasne Al. Sibi! - Krzyknęła a z jej pokoju do którego właśnie wchodziła Clarisse wyleciała sowa.
-Do Doliny Godryka, Harry i Giny Potter. - Powiedziałem otwierając okno, a sowa od razu odleciała.

&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&

Jest drugi rozdział. Jak wam się podoba?
Czytasz=Komentujesz

środa, 25 lutego 2015

Rozdział 1

Do Wielkiej Sali właśnie wkroczyli pierwszoroczniaki, których prowadziła Felicia Gonez. Zatrzymała się tuż przed podestem. Dzieciaki stanęły w grupie przed nią.
-Teraz jest czas na przydzielenia was do waszych domów. Gdy kogoś wyczytam podchodzi tu - wskazała na krzesło obok którego stała - a ja założę mu na głowę Tiarę Przydziału. Harry Beckemot. - Z tłumu wystąpił chłopak o ciemnobrązowych włosach. Usiadł, założono mu Tiarę.
-Hmm kolejny Beckemot. Hufflepuff! -  Krzyknęła Tiara, a Puchoni z wielkim okrzykiem radości przyjęli nowego ucznia.
-Rose Weasley.
-Ha! Kolejna Weasley. Jakże mogłoby być inaczej. Gryffindor! - Dziewczyna z uśmiechem podeszła do stołu przy którym powitał ją jej brat. A wszyscy Gryffoni również gromkimi brawami powitali nową.
-Lea Malfoy.
-Slytherin! - Krzyknęła Tiara, nim profesor Gonez założyła jej Tiarę. Od strony Ślizgonów dało się słyszeć wielką radość, krzyki i brawa.
-Scorpius Malfoy.
-Slytherin! - I znów ta sama sytuacja co u siostry. Malfoy'owie od wieków trafiają do Slytherinu. Jakże mogłoby być inaczej. Również został głośno powitany,
-Albus Potter.
-A tak! Pan Potter. Dwadzieścia sześć lat temu usiadł tu chłopak podobny do ciebie. Rok temu również. Byli to twój ojciec i brat. Ale ... Nie jesteś taki jak brat. To pewne! To trudne, bardzo trudne. Ale jeśli nie masz nic przeciwko, a wiem że nie masz. Więc niech będzie Slytherin! - Chłopak z uśmiechem zszedł ze stołka, a Ślizgoni równie głośno powitali go co rodzeństwo Malfoy'ów.
-Kolin Rendfoo.
-Hmm ... Dobrze wiem gdzie cię przydzielić. Ravenclaw! - Chłopaka powitali Krukoni gromkimi brawami.
-Tina Smith.
-Panna Smith. Ciężki wybór. Tęgi umysł, odwaga. Ale, niech będzie Gryffindor! - Wielkimi brawami została powitana przez Gryfonów.
-Naomi Granger.
-Panna Granger. Bardzo przypominasz mamę. Ale więcej masz z ojca. Więc ... Slytherin! - Dziewczyna z wielkim  uśmiechem pobiegła do stołu witana ogromnymi gwizdami, oklaskami i wrzaskami. Usiadła obok swojego przyjaciela i przyszywanego kuzyna Albusa.
-Sonia Evans.
-Ravenclaw!
-Markus Zabini.
-Slytherin! Oczywiście.
-Clarisse Bree.
-Slytherin!
-Suzen Mahone.
-Gryffindor!
-Lucy Hatmowear.
-Gryfiindor!
-Wendy Scarlet.
-Niech pomyślę ... Slytherin!
-Louis Withmore.
-Huffelpuff!
-Dorian Abrov.
-Hmmm ... Trudny umysł, ale niech będzie ... Ravenclaw!
-Pola Tortoo.
-Doskonale ... Huffelpuff!
-Mirajane Greenbrow.
-Idealnie, Slytherin!
-Lisana Botrees.
-Slytherin!
Profesor Gonez jeszcze miała długą listę. Wszyscy w ciszy słuchali i witali raz po raz nowych uczniów w swoim domu. Gdy w końcu skończyła Dyrektor Makao Brasello podszedł do mównicy.
-Na początek, chciałbym powitać nowych uczniów. Pamiętajcie, na czas pobytu tutaj każdy dom zastępuje rodzinę. Do Zakazanego Lasu, jak sama nazwa wskazuje wstęp jest zabroniony. Za dobre zachowanie, zwycięstwa podczas meczy quidditcha i za poprawne odpowiedzi podczas lekcji są przydzielane punkty. Zaś za złamanie zasad, nieodpowiednie zachowanie i przeszkadzanie podczas lekcji punkty są odejmowane. Punkty dodaje się, a dom który uzyska ich najwięcej otrzyma puchar domów. A teraz gdy wszyscy zostali już przydzieleni do swoich domów, zanim zaczniemy biesiadę, odśpiewamy hymn. - Powiedział Dyrektor. W powietrzu wyczarował tekst, wszyscy wstali i zaczęli śpiewać.

-Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego!
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego!
Bo powietrze je wypełnia
Muchy zdechłe, kurzu wełna!
Naucz nas co pożyteczne,
Pamięć wzrusz co ledwie zipie!
My zaś będziemy wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie!

Po zakończonym hymnie na stołach pojawiło się jedzenie, a Dyrektor z powrotem zajął swoje miejsce.
-Fajnie że trafiliśmy do tego samego domu. Jak Tiara powiedziała że trafiam do Slytherinu to w pierwszej chwili się wystraszyłem. Przecież wiesz co rodzice opowiadali. W szczegóły nie wchodzili ale ... A gdy wszyscy zaczęli się cieszyć że dołączam tu to poczułem się lepiej. Ale myśl że jestem sam i nikogo nie znam ... A potem Tiara powiedziała że ty trafiasz też tu i poczułem się lepiej.
-Ja się bałam że trafię do Gryffindoru i będę tam bez ciebie. A tu niespodzianka.
-Tata byłby z ciebie dumny. Trafiłaś do jego domu. Tu się wychował. Odnajdziesz tu cząstkę jego.
-Też tak myślę. - Powiedziała z uśmiechem. I zaczęli jeść tak jak wszyscy.
-Lea co ty robisz?! - Krzyknął Scorpius któremu siostra zaczęła dokuczać w skutek czego został popchnięty na Albusa. - Przepraszam. To przez siostrę. - Powiedział i rzucił jej gniewne spojrzenie. - Jestem Scorpius Malfoy. To moja siostra Lea.
-Albus Potter. A to moja przyjaciółka Naomi Granger. Można powiedzieć że prawie kuzynka.
-Prawie kuzynka?
-Nasi rodzice się przyjaźnią.
-Aha. To dużo wyjaśnia. A on - Wskazał na chłopaka który siedział po drugiej stronie stołu. - To mój przyjaciel Markus Zabini.
-Cześć. - Odezwał się chłopak.
-Miło cię poznać Markus.
-I wzajemnie. Al, bo mogę tak do ciebie mówić?
-Jasne.
-Więc Al wiesz już z kim chcesz dzielić pokój?
-Nie. Nie wiedziałem gdzie trafię. W sumie sądziłem że będę w Gryffindorze jak reszta mojej rodziny. Rodzeństwo, rodzice, wujostwo, dziadkowie.
-Rozumiem. Jest coś w tobie dlaczego Tiara umieściła cię tu. Ale nie martw się jesteś jednym z nas więc jest super.
-No jeśli chcesz możesz dzielić z nami dormitorium. Ojciec powiedział że załatwił mi trzyosobowe dormitorium. Możesz być trzecim.
-Jasne. Dzięki.
-A my - Powiedziała Lea. - Możemy również zająć to samo dormitorium a na trzecią osobę kogo weźmiemy?
-Nie wiem.
-Oprócz nas, jest jeszcze dwanaście nowych dziewczyn. Clarisse, Wendy, Mirajane, Lisana, bliźniaczki Kocher Polina i Klara, Frances, Olga, Kate, Juliet, Maria, Grace. Ale bliźniaczek rozdzielać nie będziemy. - Dziewczyny rozejrzały się po dziewczynach które w tej chwili były zajęte jedzeniem i rozmowami z innymi Ślizgonami.
-Może Clarisse.
-To samo chciałam właśnie powiedzieć. Ej Clarisse! - Czarnowłosa siedziała obok Markusa, zajęta rozmową z Wendy i Mirajane. które siedziały obok.
-Co? - Spytała dziewczyna.
-Cześć. Jestem Lea. A to jest Naomi. Szukamy trzeciej dziewczyny jako współlokatorki do naszego dormitorium. Chętna?
-Jasne. - Powiedziała z wielkim uśmiechem.
-Cieszę się. - Lea uśmiechnęła się i zaczęła rozmowę z bratem.
-Nie jest źle. Myślałam że początek będzie gorszy.
-Podejrzewam że początek mamy lepszy niż nasze rodzeństwo.
-Podejrzewam że masz rację Al. Chociaż szkoda że nie będę w jednym domu z braćmi. Szczególnie z bliźniakami. Z nimi zawsze jest wesoło.
-No. Ale wiesz tutaj też będzie fajnie. Poznaliśmy kilka osób, będziemy się razem trzymać to będzie okej.
-Jak zwykle masz rację.
-Odstajemy od rodziny. Ale czy to ważne?
-Chyba nie. Bycie innym od reszty może mieć swoje plusy.
-Jakie na przykład?
-Będziemy się wyróżniać. W domu wszyscy z Gryffindoru my ze Slytherinu. Z resztą nie ważne. - Blondynka uśmiechnęła się.

Po kolacji Daniel Parker Prefekt domu węża oprowadził pierwszaków i pokazał drogę do ich domu. - Wejście do pokoju wspólnego Slytherinu znajduje się w lochach przy kamiennej ścianie. - Powiedział i zaczął schodzić schodami do lochów. szedł długim korytarzem, w końcu się zatrzymał. - Arystokraci. - Powiedział i ukazało się wejście do Salonu Ślizgonów. Salon był wielki i urządzony bardzo gustownie. Choć znajdują się pod ziemią, a ściślej mówiąc pod jeziorem to nie było tak chłodno jakby się można był spodziewać. Po ścianach od czasu do czasu spływały krople wody. Daniel stanął twarzą do tłumu jedenastolatków. - To jest pokój wspólny. Salon. Wejście do sypialni dziewcząt jest tutaj - Wskazał ręką za ich plecy po swojej prawej stronie. Więc wszyscy odwrócili głowy w lewo za siebie i zobaczyli wejście i schody prowadzące na górę. - A do sypialni chłopców tu. - Wskazał ręką wejście za ich plecami ze swojej lewej strony. - Prywatne dormitoria znajdują się tam. - Wskazał ręką na korytarz po swojej lewej stronie. - Wasze rzeczy czekają już na was w waszych pokojach.
Scorpius od razu pokierował się do prywatnych dormitoriów. Markus i Albus ruszyli za nim. Tak samo uczyniła Lea, Naomi i Clarisse, oraz kilkoro innych pierwszaków. Scorpius otworzył drzwi z numerem 1 i wszedł do środka. Przy każdym z łóżek znajdowały się walizki chłopaków. Albusowi przypadło łóżko pomiędzy obojga chłopakami. Z lewej miał Scorpio, a z prawej Marka. Dalej z prawej strony były drzwi do łazienki. W tym samym czasie do pokoju obok właśnie wchodziły dziewczyny. środkowe łóżko przypadło Lei, ze swojej lewej będzie mieć Naomi, a z prawej Calrisse.
I tak właśnie zaczęła się ich przygoda w Hogwarcie.

&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&

Jest pierwszy rozdział.
Życzę miłego czytania.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

wtorek, 24 lutego 2015

Prolog

-James! James! Bo się spóźnimy!
-Już idę mamo! Chwila!
-Jamesie Syriuszu Potterze natychmiast zejdź na dół!
Chłopak natychmiast porzucił wykonywaną przez siebie czynność i zbiegł po schodach na dół. W drzwiach frontowych stała rozgniewana Giny Potter. A w samochodzie przed domem Daisy, Lily, Nelson i Albus pokładali się ze śmiechu.
-Do samochodu już! - Chłopak chwycił swój plecak i ruszył do samochodu swojego ojca. W tym czasie rudowłosa zakluczyła domek i usiadła obok swojego męża z przodu. I tak oto siedmioosobowa rodzina Potterów opuściła Dolinę Godryka Gryffindora i ruszyła do Londynu.
Po krótkiej podróży wysiedli przy dworcu King's Cross wyjęli wszystkie walizki należące do obu synów którzy dziś wyjeżdżają do Hogwartu i weszli do środka. Pokierowali się do przejścia między 9 a 10 peronem i po kolei przebiegli na peron 9 i 3/4. James jako pierwszy przebiegł pchając swój wózek z bagażami. Tuż za nim pobiegł Albus ze swym wózkiem, obejmującym go ojcem z jednej strony oraz Lily którą Harry obejmował z drugiej strony. Zaraz za nimi Giny z Daisy i Nelsonem. Pokierowali się do ostatnich wagonów pociągu do których oddali wszystkie bagaże chłopaków i ruszyli wzdłuż peronu. Przy jednym z wagonów stał Ronald Weasley ze swoją żoną Padmą Patil-Weasley oraz swoimi dzieciakami Jorge, Rose, Olivierem, Kainem i Parvati.
-Witaj Padmo. - Harry ucałował czubek dłoni dziewczyny, ta jak zwykle się zarumieniła.
-Cześć Harry.
-Cześć Ron. - Mężczyźni uścisnęli się po przyjacielsku.
-Cześć stary.
-Cześć dzieciaki.
-Cześć wujek! - Rozległ się mały chórek pięciu głosów.
-Padmo, miło cię znowu wiedzieć. - Giny przywitała się z nią.
-Ciebie też Giny! - Kobiety dały sobie całusa w policzek na przywitanie.
-Witaj bracie.
-Cześć Giny. - Ronald przytulił swoją siostrę, a ta jak zwykle z wielkim uśmiechem odwzajemniła ten gest.
-Cześć dzieciaki. - Powiedziała Giny.
-Cześć ciociu! - Po raz kolejny chórem odpowiedziały dzieciaki.
-Gdzie macie swoje dzieciaki?
-A jak myślisz Ron?
-Nie wiem. - Powiedział i w tej chwili zza jego pleców wyskoczył James krzycząc
-Cześć wszystkim!
-Lily no chodź! - Rozniósł się krzyk Albusa za plecami Harry'ego i Giny. Chłopak ciągnął swoją siostrę, bo ta uparcie chciała iść w inną stronę. Drugą dłonią trzymał za rękę Daisy, a tuż przed nimi tuptał siedmioletni Nelson.
-Chodźcie dzieci!
-Lily mama woła!
-Idę mamo! - Krzyknęła dziewczynka i podbiegła do mamy wtulając się w jej bok, a Al spokojnie mógł dojść z pozostałym rodzeństwem
-Cześć wujek! Cześć ciocia! - Krzyknęła Lily. - Cześć! - Krzyknęła jeszcze raz machając do kuzynostwa i podeszła do nich. W tym czasie Al doszedł do rodziny.
-Cześć wszystkim - Powiedział z uśmiechem.
-Cześć. - Powiedziała Daisy. Dzieciaki zajęły się sobą, rozmawiając na różne tematy.
-Cześć! - Krzyknął mały Nelson.
-Widzieliście Mione?
-Jeszcze nie. Ale pewnie zaraz przyjdzie.
-Cześć Giny. - Rudowłosa odwróciła się i zobaczyła zbliżającą się Hermionę z czwórką swoich urwisów.
-Miona Cześć. - Kobiety przywitały się całusem w policzek. Następnie podeszła do Padmy również witając się z nią całusem w policzek.
-Cześć Hermiona.
-Cześć Padma. Hej Ron. - Mężczyzna uścisnął swoją przyjaciółkę.
-Witaj Miona.
-Hej Hermiona.
-Harry Cześć. - Powiedziała i również przytuliła swojego drugiego przyjaciela. - Cześć dzieciaki.
-Cześć ciociu! - Rozległ się chór dzieciaków. Następnie Leo, Hugo, Naomi i Set również przywitali się ze wszystkimi.
-Gdzie masz resztę?
-Zostali w domu. Z moimi rodzicami. Nie mogłam wziąć wszystkich. - Uśmiechnęła się smutno.
-Rozumiem. - Giny przytuliła swoją przyjaciółkę.
-Dobra dzieciaki, czas wsiadać. - Powiedział Ron.
-Bądźcie ostrożni. - Powiedziała Padma.
-Uważajcie na siebie. - Dodała Miona.
-Powodzenia. - Powiedział Harry.
-Miłej zabawy i nauki. - Dodała Giny.
-Do zobaczenia! - Krzyknęły dzieciaki i weszły do pociągu.
Cała ósemka pożegnała się z rodzicami i młodszym rodzeństwem i wsiedli do Pociągu, stanęli na korytarzu przy oknie i pomachali rodzicom gdy pociąg zaczął ruszać.
James bez słowa zostawił wszystkich i poszedł do swoich przyjaciół. Leo i Hugo pożegnali się i poszli również poszukać swoich przyjaciół. Jorge wziął siostrę i poszedł do swoich przyjaciół. Set również pożegnał się i pobiegł do swoich.  A Albus i Naomi razem poszli poszukać jakiegoś wolnego miejsca dla siebie. Znaleźli wolny przedział i weszli tam. Podróż minęła im szybko. Nim się obejrzeli musieli zakładać czarne szaty i wysiadać na peronie przy Hogsmeade. Starsi udali się do wozów, a pierwszoroczniacy jak to w zwyczaju musieli poczekać by przepłynąć na zamek. I nagle przy pociągu pojawił się nie kto inny jak.
-Hagrid! - Krzyknęli Albus i Naomi jednocześnie.
-Cześć dzieciaki. Co tam u rodziców?
-Dobrze.
-U mamy też dobrze. - Powiedziała Naomi.
-Rose.
-Cześć Hagrid.
-Dobra! Pierwszoroczni za mną! Do łodzi! - Krzyknął Hagrid i ruszył. A za nim cała zgraja pierwszoroczniaków.

&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&

Historia którą będę pisać rozgrywa się 19 lat po zakończeniu Drugiej Bitwy o Hogwart.
Głównymi bohaterami jest nowe pokolenie. Zamek funkcjonuje tak jak wcześniej.

Życzę miłego czytania.
Pamiętaj! Czytasz = Komentujesz.