/ALBUS/
Dwugodzinna lekcja Transmutacji minęła dość szybko. A co najważniejsze Profesor Tedd Leroy jest miłym kolesiem. Na pierwszej lekcji tłumaczył wszystko. Czym się będziemy zajmować i tak dalej. Dopiero na drugiej godzinie przeprowadził lekcję. Dał wstęp jak działa zaklęcie i pod koniec każdy z nas miał chwilę by je przećwiczyć.
-Al! Naomi!
-Rose! - Krzyknęliśmy oboje do biegnącej w naszą stronę kuzynki.
-Co u was? Zadomowiliście się w Slytherinie?
-Tak. Nawet bardzo. - Powiedziała Naomi.
-To się cieszę. Szkoda że nie jesteśmy w tym samym domu. Ale mamy kilka wspólnych zajęć.
-Kto to? - Spytała Lea.
-To jest nasza kuzynka Rose. A to jest Lea, Clarisse, Scorpius i Markus.
-Cześć.
-Miło cię poznać.
-Hej.
-Cześć Rose.
-Cześć. - Rose spojrzała na nas dziwnym wzrokiem.
-Nie patrz tak. Myślałaś że co? Będziemy sami ze sobą się tu trzymać? Ja z chłopakami dziele to samo dormitorium, a dziewczyny w trójką również.
-Trzy osobowe dormitorium?
-Tak. Prywatne. Zapomniałem że w Gryffindorze niema prywatnych dormitoriów. Chłopaki przecież opowiadali, A u nas w Slytherinie są.
-Fajnie macie.
-Pierwszoroczni ustawić się! - Zawołała Profesor Rolanda Hooch. Wszyscy szybko ustawili się w dwa szeregi koło mioteł leżących na ziemi. - Dzień dobry uczniowie! - Zawołała przechodząc pomiędzy dwoma rzędami uczniów.
-Dzień dobry pani Profesor! - Wszyscy chórem odpowiedzieli.
-Witam na pierwszej lekcji latania. Dziś nauczymy się dosiadać miotły. Stańcie po lewej stronie miotły. Wyciągnijcie rękę do przodu i powiedzcie "Do mnie"
-Do mnie. - Rozległ się krzyk wszystkich uczniów. Miotła od razu wpadła w moją dłoń. Tak samo Naomi, Scopiusowi, Lei, Markusowi, Rose i jeszcze paru innym uczniom. Po jakimś czasie gdy już wszyscy mieliśmy miotły w dłoniach Profesor Hooch zaczęła dalszą lekcję. Nielicznym którzy już wcześniej latali szło świetnie. Ale spora liczba osób miała kłopoty. Ale Profesor była wyrozumiała i cierpliwa.
-Dobrze uczniowie dziękuję. Koniec lekcji. - Lekcja została zakończona a my zeszliśmy z błoni i weszliśmy do zamku, a następnie wszyscy Ślizgoni zeszli do lochów i weszliśmy do naszego salonu wspólnego. Wszyscy rozeszli się po Salonie, niektórzy udali się do swoich dormitoriów. Byliśmy jedynymi osobami, bo starsi jeszcze mają lekcję. A co jest jeszcze fajne w Slytherinie, to to że mamy tablicę do której są poprzypinane plany lekcji dla wszystkich siedmiu klas. Stąd wiem że za godzinę dopiero kończą starsi. Więc spotkamy się z nimi dopiero na obiedzie i przez godzinę mamy cały pokój tylko dla siebie. Usiadłem na fotelu koło kominka, Scorpius zajął fotel obok mnie, a pozostała czwórka zajęła kanapę, która jest ustawiona naprzeciw kominka.
-Jak na pierwszy dzień szkoły. To było dobrze. - Stwierdził Scorp.
-Nawet znośnie.
-Ciekawe Markus co powiesz po kilku dniach szkoły. Na pewno twoje zdanie się zmieni. Jutro mamy godzinę z Gryfonami. - Powiedziała Lea.
-I jedną z Krukonami. - Dodała Clarisse.
-A w poniedziałek cztery godziny pod rząd z Gryfonami. - Dopowiedziała Lea. - Z resztą nie ważne. Lepiej się zastanówmy co będziemy robić w wolnym czasie. Na przykład teraz. Mamy czterdzieści minut do obiadu.
-Wytrzymam.
-Teraz tak mówisz Mark. A co będzie za jakiś czas?
-Daj spokój Lea.
-Dobra. Tylko potem nie narzekaj.
-Możemy zmienić temat?
-Świetny pomysł Scorpie. - Powiedziała Naomi.
-Dobra. Ktoś wie kiedy są nabory do drużyny quidditcha?
-Dziewiętnastego w poniedziałek o szesnastej. Na kogo chcesz startować? - Spytał Scorp.
-Szukającego lub ścigającego. A ty?
-Tak samo.
-Zobaczymy kto będzie lepszy.
-Zobaczymy. - Uśmiechnął się. - Ale mi bardziej zależy na ścigającym. Ktoś jeszcze idzie?
-Ja! - Lea i Naomi spojrzały na siebie i zaśmiały.
-Mi zależy na ścigającej.
-A mi na byciu pałkarzem. - Powiedziała Lea.
-Zbyt dużo siódmioklasistów mieli w drużynie i teraz potrzebują nowych. Wcale bym się nie zdziwił gdyby starszych wzięli do drużyny a nie pierwszaków.
-Też jest taka możliwość Al. - Powiedział Scorp. - Ale warto spróbować.
-No pewnie. Zawsze warto. - Odpowiedziałem. - A wy nie chcecie?
-Nie. Mnie zbytnio nie ciągnie do quuditcha i do latania. Będę wam kibicowała z trybun.
-A ja wole oglądać mecze i kibicować niż grać. I patrzeć jak wszyscy grają.
-Ty jak nic w przyszłości zajmiesz miejsce Rity Skeeter. - Powiedziała Lea.
-I co w tym złego?
-Nic. - Powiedzieliśmy wszyscy i zaczęliśmy się śmiać.
Niema co. Trafiłem na super ludzi. Nie wyobrażałem sobie takich początków w Hogwarcie. A tu proszę. Te siedem lat będzie wspaniałe jeśli u boku będę miał tę piątkę. Wiem to już teraz. Pomimo tego że dopiero zacząłem pierwszy rok tutaj. I w dodatku nawet jeszcze jeden spędzony dzień tu nie minął.
-Wybraliście już zajęcia dodatkowe? - Spytała Clarisse gdy już wszyscy się uspokoiliśmy. - Do następnego piątku musimy podać Slughornowi w pierwszej klasie jest minimum jedno zajęcie dodatkowe. Maksimum są pięć.
-Wiemy Clarisse. Jeszcze nie myślałem o tym. - Powiedział Scorp.
-Ja chyba wezmę Astronomię. Może być ciekawie.
-Masz rację Al. Zajęcia prowadzone o północy w każdą środę. Nie zabiera czasu wolnego z dnia. - Przyznał mi Scorp.
-Ja pójdę na Numerologię.
-Pójdę z Tobą Lea. - Powiedziała Naomi.
-A ja się zapiszę na Mugoloznastwo.
-Nie wystarczy ci jedna godzina którą mamy Markus? - Spytał znudzony Scorp.
-Nie Malfoy nie wystarczy. Wiesz dobrze że od zawsze się interesowałem Mugolami. Chociaż i tak stwierdzam że są dziwni.
-Moi dziadkowie to mugole. - Powiedziała cicho Naomi.
-Lepiej nie mów o tym, skoro jesteś w Slytherinie. Większość z nas ich nienawidzi. Trzymasz z nami więc ubliżać ci nie będziemy ani wyzywać. I wszystko co usłyszysz z naszych ust na ich temat, nie miej do nas pretensji. - Powiedziała Lea
-Spoko.
-Serio? - Spytał Markus.
-Co serio?
-Twoi dziadkowie ...
-Tak.
-Musisz mi opowiedzieć o nich. I koniecznie musisz mnie z nimi poznać. - Wszyscy znów wesoło się zaśmialiśmy z Markusa.
-Wiecie mnie mugole nie interesują. Ale chyba zapiszę się razem z tobą. Bo do run, wróżb i numerów mnie nie ciągnie. A o północy już będę spać więc Astronomia też odpada. - Powiedziała Clarisse.
-Widzę że sami ambitni są wśród nas. Stawiamy na minimum. - Powiedziałem z uśmiechem.
-A jak. - Powiedział wesoło Mark.
-Która godzina? - Spytałem
-Dochodzi czternasta.
-Myślałem że jest później.
-Wiesz w dobrym towarzystwie czas leci wolniej. - Powiedziała Lea i uśmiechnęła się do mnie.
-Zdecydowanie. - Odparłem.
O czternastej dwadzieścia pięć wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się na wielką salę na obiad.
-Jak na pierwszy dzień szkoły. To było dobrze. - Stwierdził Scorp.
-Nawet znośnie.
-Ciekawe Markus co powiesz po kilku dniach szkoły. Na pewno twoje zdanie się zmieni. Jutro mamy godzinę z Gryfonami. - Powiedziała Lea.
-I jedną z Krukonami. - Dodała Clarisse.
-A w poniedziałek cztery godziny pod rząd z Gryfonami. - Dopowiedziała Lea. - Z resztą nie ważne. Lepiej się zastanówmy co będziemy robić w wolnym czasie. Na przykład teraz. Mamy czterdzieści minut do obiadu.
-Wytrzymam.
-Teraz tak mówisz Mark. A co będzie za jakiś czas?
-Daj spokój Lea.
-Dobra. Tylko potem nie narzekaj.
-Możemy zmienić temat?
-Świetny pomysł Scorpie. - Powiedziała Naomi.
-Dobra. Ktoś wie kiedy są nabory do drużyny quidditcha?
-Dziewiętnastego w poniedziałek o szesnastej. Na kogo chcesz startować? - Spytał Scorp.
-Szukającego lub ścigającego. A ty?
-Tak samo.
-Zobaczymy kto będzie lepszy.
-Zobaczymy. - Uśmiechnął się. - Ale mi bardziej zależy na ścigającym. Ktoś jeszcze idzie?
-Ja! - Lea i Naomi spojrzały na siebie i zaśmiały.
-Mi zależy na ścigającej.
-A mi na byciu pałkarzem. - Powiedziała Lea.
-Zbyt dużo siódmioklasistów mieli w drużynie i teraz potrzebują nowych. Wcale bym się nie zdziwił gdyby starszych wzięli do drużyny a nie pierwszaków.
-Też jest taka możliwość Al. - Powiedział Scorp. - Ale warto spróbować.
-No pewnie. Zawsze warto. - Odpowiedziałem. - A wy nie chcecie?
-Nie. Mnie zbytnio nie ciągnie do quuditcha i do latania. Będę wam kibicowała z trybun.
-A ja wole oglądać mecze i kibicować niż grać. I patrzeć jak wszyscy grają.
-Ty jak nic w przyszłości zajmiesz miejsce Rity Skeeter. - Powiedziała Lea.
-I co w tym złego?
-Nic. - Powiedzieliśmy wszyscy i zaczęliśmy się śmiać.
Niema co. Trafiłem na super ludzi. Nie wyobrażałem sobie takich początków w Hogwarcie. A tu proszę. Te siedem lat będzie wspaniałe jeśli u boku będę miał tę piątkę. Wiem to już teraz. Pomimo tego że dopiero zacząłem pierwszy rok tutaj. I w dodatku nawet jeszcze jeden spędzony dzień tu nie minął.
-Wybraliście już zajęcia dodatkowe? - Spytała Clarisse gdy już wszyscy się uspokoiliśmy. - Do następnego piątku musimy podać Slughornowi w pierwszej klasie jest minimum jedno zajęcie dodatkowe. Maksimum są pięć.
-Wiemy Clarisse. Jeszcze nie myślałem o tym. - Powiedział Scorp.
-Ja chyba wezmę Astronomię. Może być ciekawie.
-Masz rację Al. Zajęcia prowadzone o północy w każdą środę. Nie zabiera czasu wolnego z dnia. - Przyznał mi Scorp.
-Ja pójdę na Numerologię.
-Pójdę z Tobą Lea. - Powiedziała Naomi.
-A ja się zapiszę na Mugoloznastwo.
-Nie wystarczy ci jedna godzina którą mamy Markus? - Spytał znudzony Scorp.
-Nie Malfoy nie wystarczy. Wiesz dobrze że od zawsze się interesowałem Mugolami. Chociaż i tak stwierdzam że są dziwni.
-Moi dziadkowie to mugole. - Powiedziała cicho Naomi.
-Lepiej nie mów o tym, skoro jesteś w Slytherinie. Większość z nas ich nienawidzi. Trzymasz z nami więc ubliżać ci nie będziemy ani wyzywać. I wszystko co usłyszysz z naszych ust na ich temat, nie miej do nas pretensji. - Powiedziała Lea
-Spoko.
-Serio? - Spytał Markus.
-Co serio?
-Twoi dziadkowie ...
-Tak.
-Musisz mi opowiedzieć o nich. I koniecznie musisz mnie z nimi poznać. - Wszyscy znów wesoło się zaśmialiśmy z Markusa.
-Wiecie mnie mugole nie interesują. Ale chyba zapiszę się razem z tobą. Bo do run, wróżb i numerów mnie nie ciągnie. A o północy już będę spać więc Astronomia też odpada. - Powiedziała Clarisse.
-Widzę że sami ambitni są wśród nas. Stawiamy na minimum. - Powiedziałem z uśmiechem.
-A jak. - Powiedział wesoło Mark.
-Która godzina? - Spytałem
-Dochodzi czternasta.
-Myślałem że jest później.
-Wiesz w dobrym towarzystwie czas leci wolniej. - Powiedziała Lea i uśmiechnęła się do mnie.
-Zdecydowanie. - Odparłem.
O czternastej dwadzieścia pięć wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się na wielką salę na obiad.
&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz