sobota, 28 lutego 2015

Rozdział 4

/ALBUS/

Gdy wyszliśmy z sali po obiedzie na korytarzu czekał na nas James z kumplami. Wśród nich był Gary, Simon i Set. Niestety Set chodzi do jednej klasy z James i są najlepszymi kumplami. Kuzynami zresztą też. On się lepiej dogaduje z nim niż ze mną. Ale nie zależy mi na tym. Mam swoich kumpli, którzy są dla mnie jak bracia. Gdy chcieliśmy przejść zastawili nam drogę.
-Czego chcesz James?! - Warknąłem.
-A jak myślisz braciszku? Takich odmieńców jak ty trzeba tępić.
-Tępić to ja mogę takie gnidy jak ty. I ty śmiesz się zwać moim bratem? Jesteś żałosny.
-Mama nie byłaby zadowolona z tego co właśnie powiedziałeś.
-Nie byłaby też zadowolona z faktu że prowokujesz kłótnie i bójki.
-Nie moja wina że tak łatwo ulegasz emocją.
-Nie moja wina że mam tak cięty charakter. To pewnie po ojcu i dziadku, którego jesteś imiennikiem. A ty co po nich odziedziczyłeś? Niech pomyślę? Kolor włosów? Masz kolor oczu po dziadku. Coś więcej? Chyba nie.
-Zamknij się. - Syknął w moją stronę.
-Co prawda boli? Nie wiesz co odpowiedzieć więc mnie uciszasz? Tak jak zawsze. Przestań w końcu myśleć że to ty jesteś tym mądrzejszym w rodzinie, bo wszyscy dobrze wiedzą że nie jesteś. Tylko nikt tego nie mówi bo nie chce cię urazić. Ups. Chyba właśnie mi się to wymsknęło. - James z wściekłości zrobił się czerwony.
-I ty Set trzymasz z nim? Serio?
-Wybacz siostra. Ze śliskimi żmijami się nie trzymam. Nawet jeśli do nich należy moja siostra. Jestem Gryffonem. Jestem królem. Mnie się szanuję. A nie potępia.
-Co ty wygadujesz?! Co w ciebie wstąpiło?!
-Zawsze taki byłem. Od zawsze marzył mi się Gryffindor. Od zawsze chciałem być kimś znaczącym. I wiem że to mi się uda. Z pomocą Jamesa.
-I co może chcesz się znęcać nad innymi?!
-A czemu by nie? Może zaczniemy od was?
-Chcesz skrzywdzić własną siostrę?! Byłbyś do tego zdolny?! - Krzyknąłem.
-Tak. Ona jest dla mnie w tej chwili zwykłym śmieciem. Kolejnym śliskim gamoniem. Tak jak i ty. I reszta twoich pajacy.
-I po wszystkim mógłbyś tak spokojnie żyć. Z myślą że skrzywdziłeś własną siostrę?! Jak śmiesz tak myśleć?! Jak śmiesz zwać się jej bratem?! Ty parszywy draniu!
-Ooo proszę. Co raz bardziej nie miły. I znów ulegasz prowokacji braciszku. - Powiedział kpiąco James i zaśmiał się gorzko. Nim cokolwiek zdążyłem zrobić, zobaczyłem jak czerwony strumień przelatuje obok mnie i trafia Jamesa. A następny Seta. Dopiero po chwili dotarło do mnie że ktoś rzucił na nich Drętwotę. Odwróciłem się za siebie i ujrzałem Scorpa z wściekłą miną i wyciągniętą prawą ręką przed siebie w której ściskał różdżkę. Jego oczy choć na ogół mają jasną barwę w tej chwili były czarną plamą.
-Nikt. Nie będzie. Obrażał. Moich. Przyjaciół. - Powiedział powoli, starając się opanować głos i nerwy. Tak mi się wydaje. Ta dwójka leżała nieprzytomna na korytarzu.
-Zabierzcie ich stąd. A nam dajcie spokój ofermy. - Powiedział Markus.
-Idziemy! - Powiedział z wciąż wyczuwalną wściekłością w głosie Scorp i ruszył na schody. Nasza piątka od razu ruszyła za nim. A pozostali dwaj Gryfoni się w ogóle nie ruszyli.
-Nie musiałeś tego robić. - Powiedziałem gdy schodziliśmy do lochów.
-Zrobiłem to co uważałem za słuszne. Nikt niema prawa obrażać moich przyjaciół. Ani podnosić na nich ręki, czy różdżki.
-Dzięki Scorp.
-Niema sprawy.
-Trzymasz się jakoś? - Spytałem Naomi a wszyscy zatrzymaliśmy się w pół kroku i spojrzeliśmy na nią. Szła w ciszy za nami z mocno zaciśniętymi pięściami i ustami.
-Dlaczego on? Przecież ... Mówił że jestem dla niego najważniejsza i będzie mnie chronił choćby nie wiadomo co się działo. Dlaczego ... - Mówiła przyciszonym głosem, ale i tak wszyscy dokładnie słyszeliśmy co mówi.
-Pewnie James mu namieszał w głowie. Nie wiem co mu się stało. Nigdy się tak nie zachowywał. Nawet w wakacje.
-Nie przejmuj się nim. Masz nas. - Powiedział Scorp i położył dłoń na jej ramieniu. Ona spojrzała na niego i uśmiechnęła się smutno.
-Mam was. - Powiedziała i przytuliła się do niego. - Dziękuję.
Do kolacji siedzieliśmy w swoich dormitoriach. Ja z chłopakami. Prawie w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Nie wiem jak dziewczyny. Zamknęły się w swojej sypialni od razu jak tu weszliśmy tak samo jak my. Naomi nie chciała więcej z nikim rozmawiać. Wiem że płakała. Nawrzeszczała na dziewczyny i wyszła z dormitorium trzaskając drzwiami. Wyszedłem sprawdzić co się dzieje. Siedziała na kanapie z podwiniętymi nogami. Chciałem z nią pogadać, pocieszyć, ale powiedziała żebym zostawił ją w spokoju. Gdy jej nie posłuchałem nawrzeszczała na mnie i zaczęła rzucać wszystkim co wpadło jej w ręce poduszki, czyjeś książki, zeszyty, pióro i szklanka na szczęście pusta. Więc zostawiłem ją w spokoju. Gdy przyszedł czas na kolację była już w lepszej formie. Chociaż nie gwarantuje że jak spotkamy ich kolejny raz czy się znów nie załamię. W końcu pierwszy raz w życiu usłyszała coś takiego od nadopiekuńczego brata. Jak on tak mógł? Nie rozumiem tego.
Całe szczęście że stół nasz i Gryfonów dzieli stół Puchonów. Kolacje zjedliśmy w spokoju. Naomi nie miała zbytniego apetytu i zjadła tylko jedną kanapkę. Więc Lea szybko zjadła swój posiłek i razem z Clarisse udały się z nią do lochów. Tak więc dziewczyny salę opuściły po nie całych piętnastu minutach. My wyszliśmy jakieś dwadzieścia minut później.
-Albus! Scorpius! Ja was załatwię dranie!
-Masz jakiś problem James?! - Warknąłem.
-Tak! Jeden! I jesteś nim ty! - Zamachnął się i nim zdążyłem cokolwiek zrobić oberwałem w twarz z pięści. Nie marnowałem czasu i nie byłem mu długo dłużny. Oddałem mu dwa razy mocniej. Aż zachwiał się i wleciał na ścianę. Mocny to on jest w gębie. Ale jeśli chodzi o siłę fizyczną to znacznie go przewyższam. Dlatego zawsze łazi z kumplami by miał równe szanse. Scorp już chciał zareagować, ale Gary złapał go i wykręcił ręce do tyłu. Simon to samo zrobił z Markusem.
-To walka pomiędzy braćmi. Nie wtrącajcie się. - Powiedział ten pierwszy. Gdy cofałem się bardziej na środek korytarza by mieć więcej przestrzeni ten dupek Gary podłożył mi nogę i się przewróciłem. James od razu wykorzystał okazję i usiadł na mnie okrakiem i zaczął okładać.
-Ej! Co tu się na Merlina wyprawia?! - Wrzasnął opiekun Gryffindoru. - James?! Zejdź z tego biednego chłopaka! A wy też ich wypuśćcie! Nie dokuczajcie młodszym! Muszę was ukarać. Każdy z waszej trójki traci 10 punktów. I dodatkowo macie szlaban na tydzień. Teraz pójdziecie ze mną. A jeszcze raz zobaczę że komuś dokuczacie to będą gorsze konsekwencje.
-Tak  Profesorze Leroy. - Powiedzieli we trójkę i ruszyli za nauczycielem od Transmutacji.
-Jak ja go nienawidzę. - Mruknąłem i zacząłem schodzić w dół po schodach.
-Co ci się stało? - Spytały przerażone dziewczyny które siedziały na kanapie.
-Mój braciszek. - Syknąłem.
-Powinieneś pójść do skrzydła szpitalnego. - Powiedziała Lea.
-Nic mi nie jest.
-Masz rozcięty łuk brwiowy i wargę.
-Bywało gorzej. W domu często się bijemy. Nie tylko pięściami.
-Ale nadal uważam że powinieneś pójść. Chodź. - Lea pociągnęła mnie za rękę więc nie miałem wyboru. - Co się konkretniej stało? - Spytała gdy zaczęliśmy wchodzić po schodach. Opowiedziałem jej wszystko. Zdążyłem jej opowiedzieć nim doszliśmy do skrzydła szpitalnego. - Twój brat cię naprawdę nienawidzi.
-Wiem to.
-Ale czemu?
-Nie mam pojęcia. Może dlatego że bardziej przypominam ojca i babcie Lily i dziadka Jamesa. Że mam lepszy kontakt z rodzicami niż on. Że on jest najstarszy i jest pomijany. A ja pomimo tego że jestem tylko o rok młodszy a po mnie jest jeszcze trójka to właśnie naszej czwórce poświęcają najwięcej czasu. To James zawsze jest za wszystko odpowiedzialny i obwiniany. Bo jest najstarszy. Nie wiem nie mam pojęcia.
-A tobie co się stało chłopcze? - Spytała Pani Pomfrey przyglądając się mojej twarzy. - Chodź coś na to zaraz zaradzimy. Usiądź sobie ja zaraz wrócę. - Powiedziała i weszła do magazynku. Wróciła po chwili. - Proszę wypij to. Nie powinno być opuchlizny. A teraz się nie ruszaj. - Powiedziała i przykleiła mi plastry. - Za dwa, trzy dni się zagoi. Przyjdź jutro po śniadaniu do mnie jeszcze i później przed kolacją. - Powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. - A teraz zmykajcie do siebie.


Właśnie zaczęła się lekcja Zaklęć z Gryfonami. Ja ze Scorpem zajęliśmy miejsce w górnym rzędzie sali, ostatnie dwa wolne miejsca z brzegu, blisko do wyjścia. Nam to pasowało. Pozostała czwórka usiadła po drugiej stronie sali w pierwszym rzędzie, w dodatku blisko biurka Profesora Merlina Kochegena. Przez pół lekcji tłumaczył na czym będziemy się skupiać na zajęciach i takie tam. A drugie pół lekcji naśmiewaliśmy się z Gryfonów którzy nie potrafili ogarnąć prostego zaklęcia Wingardium Leviosa. My przez całą lekcję praktycznie gadaliśmy i naśmiewaliśmy się z innych. Niestety czwórka naszych przyjaciół również nie była zbytnio zainteresowana lekcją i chciała się po naśmiewać i po obgadywać innych, ale Profesor co chwila zwracał im uwagę. A my mieliśmy dodatkową atrakcję, patrzeć jak dostają ochrzan od nauczyciela który się trochę pluł. A oni starali się przed tym bronić.
-Jak tam darmowy prysznic? - Spytałem gdy wyszliśmy z sali.
-Weź nic nie mów. - Powiedział załamany Mark.
-Normalnie gorzej niżby stać na deszczu. - Wszyscy zaśmialiśmy się z wypowiedzi Clarisse.
-Przesadzasz Clar. Tak źle chyba być nie mogło?
-Uwierz mi Scorp. Mogło.
-Nieważne. Widzieliście te ofermy?
-Tak. Prostego zaklęcia nie ogarniąją. Szkoda słów. Ja podstawy mam opanowane od kilku lat. Wy pewnie też. Bo to widać z jaką łatwością nam przyszło to zadanie.
-Masz rację Mark. - Odpowiedziałem za wszystkich.
-Z Krukonami będzie ciekawiej na lekcji. Niema tam takich przygłupów jak w Gryffindorze. Chociaż sympatią to do nich też nie pałam. Wymądrzają się na każdym kroku. Pajace.
-Z tym się muszę z tobą zgodzić Scorp. Chociaż nie wszyscy Gryffoni są tacy sami. Rose i bliźniaki tacy nie są. Jorge i Set no nad nimi bym po spekulował. Ale James jest naprawdę nieznośny. Sami widzieliście wczoraj.
-Seta bym porównał z Jamesem. Ale nie wiem nie znam żadnego z nich. Ale i tak wszyscy Gryfoni są siebie warci. Nadęci, pyszni i ...
-Dobra bracie skończ. - Powiedziała Lea. Właśnie stanęliśmy przed klasą do OPCM i Profesor Gonez właśnie przyszła i otworzyła salę. Razem ze Scorpem zajęliśmy ostatnią ławkę pod oknem. Przed nami usiadły Lea i Naomi. A łąwke obok Markus z Clarisse.

&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&--&

Zaczyna się akcja. Co sądzicie?
Czytasz=Komentujesz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz